Od wczoraj nasze patyczaki nie mieszkają już w pudełku, a w przestronnym terrarium z pleksi o wymiarach 40x25x35h. Teraz mogą już spokojnie przejść kolejną wylinkę - pierwszą w naszym domu. Jutro muszę im tylko poszukać liści jeżyn, bo hodowanie ziół w doniczce, jak zawsze mi nie idzie :( Ucięte liście w terrarium dłużej są świeże niż te, co zostały w doniczce.
Wymyśliłam sobie, że skoro w domu mam sporo kawałków pleksi, to terrarium mogę zbudować sama. Miało być spore, dość luźne i w miarę fajnie wyglądać. Wertowałam trochę stron w necie i zdecydowałam, że tylna ścianka i dno będzie betonowe (dokładnie to klej do płytek, bo beton by mógł pękać od wilgoci, przy tak cienkiej warstwie) Zabawy trochę było, bo najpierw pleksi był uparta i nie dawała się ciąć domowymi sposobami, a potem klej się kruszył po wyschnięciu. Na szczęście w domu znalazłam klej do kamienie i ten nie dość, ze lepiej się nanosił, to i po wyschnięciu się dobrze trzyma. Poniżej kilka fotek z powstawania terrarium.
W trakcie prac postanowiłam, że narożniki wykończę czarnymi kątownikami PCV. To też pomogło mi przy zrobieniu daszku. Wykonałam go jako nakładkę. Dzięki temu w razie potrzeby dostęp do wnętrza jest duży. Mam możliwość zdjęcia pokrywy oraz siatki zamontowanej na przedniej ściance. Siatka chwilowo zamontowana prowizorycznie, z założenia ma być wyjmowanym elementem.
Na dno wysypałam korę. To chyba najbardziej estetyczne wykończenie dna. Do tej pory patyczaki mieszkały na ręcznikach papierowych ale nie za ładnie to wyglądało i do tego trzeba było codziennie wymieniać (małe obsraluchy :P ) Żeby jednak zabezpieczyć dno przed wilgocią między korę, a "betonowe" dno włożyłam kawałek grubszej folii. Przy pomocy suszarki dostosowałam ją do kształtu dna. Drugą korzyścią z foli jest łatwiejsze wyjmowanie kory. Całość uzupełniłam patykami, korzeniami i słoiczkiem, w którym w wodzie stoją mięta i bluszcz. Jak dla mnie, to wyszło całkiem przyzwoicie :)
Poniżej kilka fotek finalnego wyglądu terrarium. Mam nadzieję, ze patyczaki zadowolone :)
Jedno ale.
Nic nie wyparzam, nie sterylizuje itp. Nie wyparzałam butelek i smoczków dla dziecka, nie prałam ubranek przed pierwszym założeniem i nie zamierzam tego robić dla zwierzaków. Jedyne co, to kora była parę minut wypieczona w piekarniku, bo nie chciałam sobie na niej robali do domu przynieść.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz