Zeszły rok spędziłam częściowo pod hasłem
"Nie pozwól by skończyło na wysypisku śmieci"
W związku z "nową" polityka śmieciową w wielu miejscowościach naszego kraju zbierane są tzw. gabaryty. W jednych regularnie co miesiąc, w innych raz na pół roku lub na rok. Czasem aż żal patrzeć ile rzeczy czeka na swój koniec na wysypisku śmieci. Rzeczy często w bardzo dobrym stanie lub do niewielkiej naprawy. Wśród wyrzucanych są przedmioty codziennego użytku oraz meble, często z pożądanego ostatnio okresu PRL`u, a nawet i starsze.
Dziś postanowiłam pokazać Wam namiastkę tego co znalazłam. Większość trafiła do nowych właścicieli ale u nas też sporo zostało.
Zacznijmy więc od początku. Dwa lata temu bawiąc się na wiosennych górskich wakacjach trafiliśmy na kilka par nart walających się na stosie kanap i innych połamanych mebli. Dwie pary miały ślizg jak z obrazka. I tak staliśmy się posiadaczami niebieskich biegówek Dieterich i czarnych zjazdówek Head. Teraz tylko śnieg potrzebny i kolejny wyjazd ;)
Pozostałe narty na fotkach to zbiory ostatniej jesieni. Najciekawsze są Polsporty - nówki sztuki nieśmigane z końca lat 80`tych. Nigdy nie miały zamocowanych wiązań. Najprawdopodobniej trafią do muzeum sportu razem z niektórymi znalezionymi rowerami :) Tylko w ostatnim półroczu znalazłam ich 8 szt. Jeden po drobnej konserwacji będzie mi służył.
Poniżej dwa najfajniejsze.
Po lewej Wiśniewski i syn - produkcja Częstochowska. Dla mnie bardzo ciekawy okaz z kołem na drewnianej obręczy. Niestety tylko z jednym i nie wiem, który to może być rocznik (czeka na przewiezienie do muzeum) Po prawej Bałtyk rok 1948. Zabrałam go spod płotu u sąsiadów i szybko znalazłam mu dom - trafił do nowo powstającego muzeum rowerów w Radomiu. Wiedząc do kogo należał cieszę się, że nie został przetopiony na żyletki.
Poniżej kilka detali.
1. Wiśniewski i syn
2. Bałtyk
Sportowych przedmiotów było więcej ale czekają na odnowienie i zaadaptowanie w moim ogródku. Na pewno napiszę o nich wiosną. Córcia już się nie może doczekać :)
Przez moje ręce przeszło wiele różnych okazów mebli.
1. Krzesła tapicerowane, tzw. Muszelki, lata 60`te,
2. Fotel tapicerowany, model 366, autor: prof. Józef Marian Chierowski, lata 60`te, Dolnośląskie Fabryki Mebli w Świebodzicach
3. Fotel tapicerowany, tzw. Lisek, projektu Hanny Lis, lata 70`te. Bystrzyckie Fabryki Mebli, Świdnicki Ośrodek Przemysłu Meblarskiego oraz Zakład Mebli Giętych w Radomsku. To chyba drugi najpopularniejszy, po kultowym 366
4. Krzesło typ 200-190, autor: Rajmund Teofil Hałas, lata 60`te, Paczkowska Fabryka Mebli
5. Krzesło typ 200-203, lata 60`te, tzw. skoczki z Zamojskiej Fabryki Mebli
6. Krzesło (czy raczej zydel) zaprojektowany dla Spółdzielni Artystów ŁAD przez duet: Władysław Wincze – Olgierd Szlekys w 1945 roku
7. Reklama LOTTO
8. Abażur - jeden z wielu :)
9. Obraz anioła. Chyba domowa produkcja ale mnie zauroczył
10. Metalowy młynek do kawy
11. Gazetownik
12. Cały zestaw walizek
Jednym z ciekawszych znalezionych mebelków jest krzesło pod nazwą Sig1 A587 projektu Mariana Sigmunda. Pierwotnie ten model zaprojektowano w 1957 roku, a wdrożono rok później. To w tym projekcie Sigmund połączył thonetowską technologię ręcznego gięcia drewna z modnymi w tamtym czasie, ukośnie nachylonymi nogami. Wykonano je z giętego drewna bukowego i profilowanej sklejki. Krzesło odróżniało się m.in. nietypowym oparciem, zamocowanym na dwóch bądź trzech listwach, które sprężynowały, zwiększając komfort użytkowania. Mój okaz jest w kiepskim stanie, jednak na wiosnę planuję zabawę w renowację.
Obok "Pan Pikuś" ;) Jak nie zbieram maskotek, tak tego słodziaka nie potrafiłam zostawić. Chwilowo zamieszkał w garażu ale na wiosnę pójdzie do pralni i zamieszka w Domisiowym domku ogrodowym.
Pewnie pamiętacie, że część przedmiotów odnowiłam i wykorzystałam jako wyposażenie domku ogrodowego Dominiki.
Stara stolnica i nogi od krzesła, które miało ich tylko 3, zostały stolikiem. Siedzisko i oparcie czeka na przerobienie na huśtawkę. Skrzynia na buty stała się skrzynią na zabawki. Szafka typu pomocnik kuchenny przerobiliśmy na kuchenkę, do uzupełnienia której mamy stare drewniane łyżki, dzbanek, drewniane miseczki - wszystko z tzw. odzysku. Papuga kupiona z grosze na garażówce więc w sumie też odzysk :)
A takie dwa fajne krzesełka zabraliśmy kiedyś z miasta. Były w bardzo dobrym stanie i w sumie nie wymagały renowacji, jednak wzorzysta tkanina nie pasowała nam do wystroju wnętrz. Jeszcze wykończenia brakuje, ale to kwestia kilku dni :)
Poniżej odnawiany przeze mnie typ.200-100 z Kluczborskiej Fabryki Mebli. Tapicerka szyta na zabytkowej, przygarniętej Wifamie. Na efekt końcowy jeszcze trzeba chwile poczekać. Ale już się cieszę, bo to pierwszy mebelek, do "szkolnego" pokoju mojej córci.
Nawet ze starych zniszczonych zabawek można zrobić nowe :) Oto tablica do pisania. Została wyczyszczona i odmalowana. Warstwa do pisania kredą dostała nowa powłokę.
Jedna z przygarniętych szuflad już po renowacji. Złote nóżki, to pomysł córci :)
I jeszcze dwie zdobycze do ogródka. Ławka, którą zgarnęłam w komplecie z blatem drewnianego stołu i ślizgiem do zjeżdżalni. Wymaga niewielkiej naprawy i polakierowania. Oraz zestaw, który zawsze się marzył mojej mamie :)
Cytat zasłyszany dziś w jednym z programów TV:
"Masz coś starego pokaż komuś, może być cenne i historycznie wartościowe"
I tego zamierzam się trzymać :)
Życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku i wielu ciekawych znalezisk.
Ps. Do sportowej kolekcji rok temu trafiły też 2 deski - nie wiem jakim cudem ale rozmiar idealny dla mnie i mojego małżonka :) Może nie najnowszy model ale jako fanka swoich Polsportów jeszcze z lat 70`tych, nadal używanych, nie zamierzam narzekać. Jak by się trafiły drewniane narty z lat 30, to też bym pewnie jeździła :P



















Powiem Ci, że ciągnie mnie do tego typu hobby, ale boję się o przestrzeń i słomiany zapał. Super znaleziska! Zwłaszcza krzesła z PRL bardzo mi się podobają. Podziwiam i zazdroszczę pomysłowości!
OdpowiedzUsuńMasz rację, to niebezpieczne hobby :P Ja staram się zachować umiar. Boję się żeby nie zagracić sobie garażu, bo najpierw wszystko tam ląduje. Większość przynoszę z założeniem, że pójdzie dalej, tylko co do części wiem od razu, że ze mną zostanie. Ale są rzeczy, w których "zakochuję się" dopiero jak postoją :P
UsuńTrzy zasady:
Pierwsza - nie brać wszystkiego co się znajdę. Nieważne, że się zmieści do auta.
Druga - dokładnie obejrzyj nim zgarniesz. Dodatkowi lokatorzy są zbędni w domu.
Trzecia - do domu nie trafia nic, co nie zostało wyczyszczone i odnowione. Wiele osób niestety wszystko od razu pakuje do mieszkania i potem płacz, bo jednak jakieś robale były.