Inaczej bo na obrazkach. Dziś nareszcie doczekałam się zakupu ram do naszych karykatur. Trochę już przeleżały w szufladzie i z dnia na dzień groziło im zniszczenie. Zwłaszcza mojej, gdyż rysowana była ładnych naście lat temu węglem, który zaczął się rozcierać przy każdym nawet przypadkowym dotknięciu.
Mamy już w domu dwie robótki z naszymi wizerunkami. Pierwszą krzyżykiem wydziergałam sama w okolicach ślubu. Druga w formie wycinanek została wykonana przez paryskiego artystę w czasie naszej podróży poślubnej. Swoja droga, to niesamowity talent. Trzaskał wycinanki jedna za drugą, a do tego tak realistyczne. Nie pomijał żadnego szczegółu. Każdy włosek, rzęsy, broda czy okulary, oddane w 100%.
a to my :)
teraz tylko muszę się doczekać powieszenia na ścianie :P
Hehe...ale fajne:)
OdpowiedzUsuń