poniedziałek, 10 lutego 2020

Sowa biblioteczna - konkurs

W tym poście znów będę się chwalić Miśką. A co! Od tego jest matka, by chwalić dziecko ;) A jest co chwalić. Ogrom pracy jaki włożyła w tego ptaszora odstraszył by penie niejedno starsze dziecko. Prawie 3 dni cierpliwości przy wycinaniu "piórek", bo klejenie glutem, to już sama zabawa. W tym roku Miśka zaczęła się samodzielnie posługiwać pistoletem z klejem i nożykiem do papieru. O dziwo idzie jej to lepiej, jak cięcie nożyczkami. Oczywiście jestem zawsze obok, ale robi to już zupełnie sama, dzięki czemu rozwija skrzydła twórcze. 

Podczas, gdy ona męczyła ptaszora, ja zrobiłam jakieś 150 zdjęć, zastanawiając się kiedy mnie pogoni z tym aparatem  ;)  Po co je zrobiłam? Trochę dla dokumentacji, co jak powstawało, a trochę jako dowód, że ptaszora robiła sama. Zbyt często spotykam się z opiniami, że na pewno dziecko nie zrobiło czegoś samodzielnie. Jestem w stanie zrozumieć, że wielu dorosłych ma dwie lewe ręce plastycznie i mają do tego prawo, ale niech Ci dorośli nie patrzą na dzieci przez pryzmat własnych umiejętności, bo wiele z dzieci potrafi na prawdę wiele. Ja nie umiem śpiewać, a to co się ogląda czasem w tv, co potrafią 4-10 latki, to przechodzi wszelkie oczekiwania wobec dzieci. Po prostu niektóre mają wspaniały talent ;)  

Oczywiście tradycyjnie jak przy każdej pracy twórczej wszystko zaczęło się od studiowania netu i książek. Trzeba przecież dobrze poznać ową sowę ;) 


 

 
 
 
 

 
 
 

 
Poranne malowanie skrzydeł. Dobrze, że farba szybko schła. Niestety zabrakło filcu, a dwudniowe poszukiwanie koloru brązowego nie przyniosło efektów. 

 

Czy pomogłam? 
Tak pomogłam. 
Samą piniatę rok temu razem robiłyśmy na urodziny, ale była to pierwsza nasza taka praca i wyszła za twarda. Musiałyśmy na urodziny zrobić drugą. Ta przeleżała rok w szafie, aż przypadkiem znalazła zastosowanie. W tym roku nacięłam w niej otwory na skrzydła i ogon. Potrzeba było trochę siły żeby się przedostać przez tą twardą konstrukcję. Wkleiłam też skrzydła do środka przyznam że i dla mnie było to nie lada wyzwanie, manewrowanie po omacku ręką wewnątrz piniaty i przyklejanie sztywnej tektury do śliskiej piniaty. Cała reszta, to już mozolna praca dziecka 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz