czwartek, 30 lipca 2015

Singer z Lidla 30.07.2015






Tak w zasadzie powinno być 29.07.2015, bo mojego udało mi się kupić dzień wcześniej.

Piszę często nieładnie i nieskładnie, ortografy też mogą się trafić. Nie jestem regularnym blogerem ani testerem. Piszę tu tylko na temat sprzętu, który miałam w rękach.











Przerabiałam już w życiu kilka maszyn. 
  • Był kolorowy Silvercrest kupiony w grudniu 2013, którego kochałam ponad wszystko. (jej historia później)
  • Dwa Łuczniki 466, które różnią się wyglądem i pewnie rokiem produkcji. (kocham je i nie oddam nikomu)
  • Janome Juno wygrana na przełomie sierpnia i września 2014. (największa klapa w mojej maszynowej przygodzie)
  • Stare i nowe Brother`y w szkole i na różnych szkoleniach. 
  • Overlocko Brother (najtańszy jaki był do kupienia - i jestem szczęśliwa, że się na niego zdecydowałam)
  • Long arm JUKI w Szkole patchworku Anny Sławińskiej (ogromna maszyna do pikowania, za bajońskie pieniądze, jak dla mnie, ale i tak jest super :P) 
  • Przemysłowa Minerwa mojego taty, która pomaga mi pikować quilty jeansowe.
  • i pewnie jeszcze kilka by się znalazło.

Dziś moja kolekcja (2 łuczniki, owerlok Brother`a oraz Singer z 1942r.) powiększyła się o Lidlowego Singera. Z ciekawości przeprowadziłam szybki test. Obiektywny był by pewnie dopiero po roku, a nie po 30 minutach. Ale znając różne maszyny mogę powiedzieć, co w tej mi się podoba, a co nie. 

Minusy:
Zabili mnie pierwszym ruchem, a za razem rozbawili. Pomijam pedał, którego nie lubię, ale takich jak ma stary łucznik do nowych maszyn nie dają, więc znowu jestem skazana na lekkie puste pudełeczko, które ucieka pod stołem. Naciskam włącznik, a tu "ciemność, widzę ciemność" :P 
  • Owszem żarówka jest. Tradycyjna, nagrzewająca się i ciemna jak pierun. Będzie trzeba wymienić na ledową. 
  • otwieram bębenek, a tam powódź oliwy (szkoda, że do frytek się nie nada) Rozebrałam okolice dolnej szpulki na części i usunęłam nadmiar tego dobrodziejstwa. Po czym zaczęłam usuwać go również ze stopki. Zadbali o smarowanie :P Pewnie dlatego, że w zestawie oleju brak.
  • osobiście nie lubię leżących szpulek na maszynie. No nic, trzeba się przyzwyczaić.  
  • brak trzeciej pozycji igły - a tu to trochę przesadzili. Przyzwyczaiłam się, że i w łucznikach i w starej silverce igła szyła po środku, po prawej i po lewej względem środka stopki. A tu tylko środek i lewa stron 
Plusy:
  • w miarę lekka ale stabilnie stoi na stole
  • bogaty zestaw ściegów - bardzo równiutkich. Moim standardowym testem jest sprawdzenie zygzaka. w wersji prostej i po łuku. O ile rzadki zwykle wychodzi ok, o tyle z zagęszczonym zawsze były problemy. A to nici przepuszczał, a to nie szył łuku jak należy. Tu jest cudo. Idealnie równiutki. Naszywanie aplikacji będzie teraz bajecznie proste.








Czy cicha? raczej średnia. Wszystko zależy od ściegu, którym szyjemy
Szybka czy wolna? Raczej należy do wolniejszych, ale jako iż kupiłam ją ze względu na ściegi ozdobne, to podoba mi się jej tempo. 

To tak na pierwszy rzut oka, bo trochę przysypiam. Więcej testowania jutro wieczorem. 
Jeśli ktoś chce kupić małą maszynę na początek krawieckiej przygody za niewielkie pieniądze, to wg mnie powinna zdać egzamin i nie zrazić Was do siebie.

1 komentarz:

  1. Dzięki za recenzję! Nigdzie w necie nie ma opinii na temat tej maszyny, ani nawet recenzji. Ciekawiło mnie jak ten produkt odbierają użytkownicy :) Mam nadzieję, że żadnych awarii w trakcie szycia na niej nie będzie :) Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://lisie-szycie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń